czyli jak produktywnie spędzać czas po szkole... :-D
Tuesday, 11 February 2014
Saturday, 30 November 2013
Matka Teresa
Przedstawiamy pracę Kuby, który wykorzystał tu wiele źródeł.
Matka Teresa – Jej wielki sukces
Matka Teresa (urodzona pod imieniem Anjezë Gonxha Bojaxhiu), urodziła się w mieście Skopje w Macedonii, w 1910 roku. Była Wielką Misjonarką i Religijną Humanitarystką. Jest jedną osób, które osiągnęły wielki sukces. Już w młodym wieku, mając dwanaście lat, usłyszała głos Boga, i postanowiła poświęcić Mu swe życie. Została misjonarką, w bardzo młodym wieku mając osiemnaście lat, dołączając do grupy sióstr zwanej Siostry Loreto, która była założona w Irlandii. Tam uczyła się być misjonarką. Rok później pojechała do Kalkuty w Indiach, aby stworzyć grupę sióstr zwaną Misjonarki Dobroczynności.
Sukcesy
Gdy była w Indiach, zaczęła swoją misjonarską pracę z paroma rupiami i kostką mydła. Jakiś mężczyzna zapytał się jej czy ma coś do jedzenia, więc dała mu garstkę ryżu. Następnego dnia mężczyzna umarł. Pomyślała więc sobie, że naprawdę trzeba działać w Kalkucie i została tam wiele lat, gdzie niosła pomoc wraz z innymi misjonarkami, których było coraz więcej i więcej. W ten sposób pomogły bardzo dużej liczbie dzieci i dorosłych. W tym biednym, chorym, cierpiącycm i umierającym ludziom, pomagając najpierw w Kalkucie, a potem na całym świecie. Według mnie
to jest bardzo wzruszające, że ona była bardzo łagodna wobec dzieci, często je przytulała, brała umierających do hospicjum, pomagała i leczyła takie dzieci, które cierpiały okropnie z powodu jakiejś choroby lub były bezdomne albo nie miały rodziców. Te dzieci, które ją widziały, na pewno zapamiętają to na resztę swojego życia, szczególnie jeśli udało jej się im pomóc. Jeśli ja bym ją zobaczył to bym bardzo serdecznie podziękował jej za to, że była dobra dla ludzi.
W latach tysiąc dziewięćset sześćdziesiątych, dzięki Matce Teresie udało się sfinansować bardzo dużo szpitali, domów dziecka, szkół i schronisk dla trędowatych. W szpitalach była pielęgniarką a w szkołach dyrektorem. W szkołach bardzo dobrze kształciła dzieci, które wcześniej nie chodziły do szkoły, bo były bardzo biedne. W tej dekadzie, Matka Teresa zaczęła być bardzo rozpoznawalna.
Główne nagrody
Za jej wybitną pracę, pomoc i wielkie czyny, otrzymała m.in. Nagrodę Ramona Magsaysaya (1962), Nagrodę Templetona (1973), Prezydencki Medal Wolności (1985), i najważniejszą ze wszystkich, Pokojową Nagrodę Nobla (1979).
Ostatnie lata jej życia
W 1983 roku, w czasie wizyty Jana Pawła drugiego, doznała ataku serca. Przez resztę jej życia ataki serca się jej powtarzały. W 1997 roku doznała ostatniego ataku serca, w miejscu gdzie spędziła większość jej życia misyjnego w Kalkucie w Indiach. Do dzisiejszego dnia, Jej grobowiec pozostaje celem wielu pielgrzymek i modlitwy dla tysięcy ludzi z całego świata. Jej grupa Misjonarek Dobroczynności po jej śmierci prowadziła już 610 misji w 123 krajach. I to jest naprawdę zdumiewające. W 1999 roku w ankiecie przeprowadzonej w USA, Matka Teresa została uznana za najbardziej podziwianą osobę dwudziestego wieku. Swoimi czynami odmieniła świat.
(źródła: pl.wikipedia.org/wiki/Matka_ Teresa_z_Kalkuty; success.com/articles/ motherteresa i wzmianki z różnych książek)
Thursday, 21 November 2013
Monday, 18 November 2013
Harry Styles
Zuzia uwielbia Harrego Stylesa i postanowiła go opisać jako przykład osoby, która osiągnęła sukces.
Większość z
nas ma jakieś marzenia, plany lub coś, co chcemy osiągnąć. Każdy widzi sukces
inaczej. Ja zaś myślę, że sukces to jest wtedy, kiedy ktoś spełni swoje
marzenie lub osiągnie wyznaczony sobie cel.
Według mnie
osoba, która osiągnęła sukces to Harry Styles. Urodził się on pierwszego lutego
w Anglii i jak miał siedem lat jego rodzice się rozwiedli. Umie on grać na
kazoo i na gitarze. Podobno jest żartownisiem grupy, jest delikatny, miły i
wytrwały. Słucha muzyki pop i rock i jego hobby to śpiewanie, surfing i granie
na gitarze. Lubi kolor pomarańczowy, niebieski i czerwono różowawy. Jego ojczym
był bardzo blisko Harrego i jego mamy i to on dał Harremu pomysł, żeby zacząć
śpiewać. Kiedy Harry skończył piętnaście lat zaczął śpiewać i rok później wraz
ze swoimi trzema najlepszymi przyjaciółmi stworzył grupę White Eskimo. W końcu,
11 kwietnia 2010 roku, Harry poszedł na przesłuchanie do X-factora. Zaśpiewał piosenkę
Stevie Wondera ‘Isn’t She Lovely’, i przeszedł dalej. Niestety odpadł w
bootcampie razem z czteroma innymi chłopcami: Niall Horanem, Zayn Malikiem,
Louis Tomlinsonem i Liam Payneem. Na szczęście Nicole Scherzinger (gościnny
juror) wymyśliła, żeby tych pięciu chłopców połączyć w jeden zespół – One
Direction. Wtedy rozpadł się zespół White Eskimo, ale, szczerze, to mi to nie
przeszkadza.
Na początku mieli się nazywać Status Single, ale
Harry wpadł na pomysł, żeby nazwać grupę One Direction. Harry jest najmłodszy z
chłopców, ale widocznie mu to nie przeszkadza. Cieszę się za niego i obym go
poznała.
Teraz śpiewa
w największym boysbandzie na świecie i jak już mówiłam pobili Beatlesów w
tamtym roku (sprawdziłam :D). Niedawno, pierwszego czerwca, mama Harrego, Anne
Cox, wzięła ślub z Robin Twistem, który teraz jest ojczymem Harre’go.
Według mnie
mój kochany ^-^ Harry Styles to osoba, która odniosła sukces.
Monday, 11 November 2013
Wałęsa: Człowiek z nadziei
A tutaj wnikliwa i interesująca praca Dominika!
Wałęsa: Człowiek z nadziei
Lech Wałęsa to, urodzony 29
września 1943 roku w Popowie, polski polityk, współzałożyciel oraz pierwszy
przewodniczący Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność.” W
latach 1990 do 1995 był prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, oraz laureatem
pokojowej nagrody Nobla w 1983 roku. Postanowiłem o nim napisać, ponieważ jest znany
nie tylko w Polsce, ale również za granicą, oraz dlatego, że ostatnio oglądałem
film zatytułowany tak jak to wypracowanie.
Lech Wałęsa w czasach
komunistycznych pracował w Stoczni Gdańskiej im. Lenina jako elektryk okrętowy.
W grudniu roku 1970 był jednym z przywódców strajku w swoim zakładzie pracy. W
filmie reżyser pokazał, że Wałęsa był przeciw temu strajkowi, ale bronił
kolegów z pracy przed milicją. Miesiąc później został społecznym inspektorem
pracy. W roku 1976 został wyrzucony z zakładu po dziesięciu latach nienagannej
pracy za publiczną krytykę rządowych organizacji
związkowych. W roku 1980, pomimo że był wcześniej wyrzucony ze stoczni,
przeskoczył mur zakładu i przyłączył się do strajku. Protest zakończył się ugodą
władz i strajkujących, między innymi w sprawie podwyższenia pensji, postawienia
tablicy upamiętniającej ofiary z grudnia 1970, oraz przywrócenia zwolnionych
pracowników z powrotem do stoczni. Kiedy chciano już zakończyć strajk w
stoczni, inne zakłady pracy, w geście solidarności, zaczęły się do nich
przyłączać. Wałęsa ogłosił wtedy wieczorem strajk solidarnościowy, a następnego
dnia został przewodniczącym Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Został
również przywrócony do pracy w stoczni, i we wrześniu tego samego roku został
przywódcą wielkiego ruchu społecznego NSZZ „Solidarność”.
Kiedy ten elektryk stoczniowy otrzymał pokojową nagrodę Nobla, nie mógł jej
odebrać osobiście. Nie mógł wyjechać z kraju, gdyż władze komunistyczne nie
chciały mu wydać paszportu. Po to wyróżnienie wysłał więc swoją żonę, Danutę,
oraz trzynastoletniego syna, Bogusława. W grudniu 1990 został wybrany na
prezydenta Polski.
Opisuję go, jako człowieka sukcesu, ponieważ zaczął jako elektryk okrętowy a skończył
jako prezydent Polski. Wiedział, że to, co musi osiągnąć nie będzie łatwe, ale
się nie poddał, a jego przyjaciele go cały czas wspierali. Według mnie to świetny
przykład tego, że jak się czegoś chce, to z odrobiną wysiłku i czasu się to
osiągnie. On osiągnął wiele, bo przyczynił się do rozpadu bloku
komunistycznego. Również, wielu ludzi zaczęłoby rezygnować po jakimś czasie, bo
by się bali o swoich bliskich (Lecha Wałęsę zamknęli kilka razy w więzieniu,
oraz nie miał środków do życia) lub by im się po prostu nie chciało. Lecz nie
Wałęsa. On jak coś zaczął, to musiał to skończyć. Jak mu coś nie wyszło to
próbował to naprawić, a jak się nie dało naprawić, to zaczynał od nowa, i miał
nadzieję, że tym razem mu się uda. Ale miał też wielki talent przywódczy, umiał
zapanować nad ludźmi i nie bał się tego wykorzystać. Moim zdaniem, ważne jest,
aby każdy umiał odkryć oraz wykorzystywać swoje talenty, a wtedy będzie na
dobrej drodze do osiągnięcia sukcesu. Oczywiście, ważna jest również ciężka praca,
poświęcony czas i zainteresowanie.
Monday, 28 October 2013
Sukces
Pierwsze warsztaty w tym roku akademickim odbyły się 5 października. Zastanawialiśmy się nad czynnikami, które prowadzą do osiągnięcia sukcesu. Nasze rozważania porównaliśmy z wnioskami, do których doszedł badacz sukcesu, Richard St. John. Oto jego krótkie wystąpienie na konferencji TED:
W ciągu najbliższych tygodni będziemy publikować tutaj prace uczestników warsztatów dwujęzycznych. Będą one traktować o ludziach, którzy odnieśli sukces, a może i o takich, którym z różnych powodów się nie udało...
Jako pierwszą przedstawiamy pracę Agnieszki:
W ciągu najbliższych tygodni będziemy publikować tutaj prace uczestników warsztatów dwujęzycznych. Będą one traktować o ludziach, którzy odnieśli sukces, a może i o takich, którym z różnych powodów się nie udało...
Jako pierwszą przedstawiamy pracę Agnieszki:
„Sprzedaj lodówkę i jedź!”
„(On) też kiedyś czytał książki podróżnicze i marzył o
dalekich lądach. Pewnego dnia wstał z fotela, zarzucił sobie na plecy lodówkę i
poszedł na pobliski bazar. Wkrótce potem wrócił, wytarł kurz w pustym miejscu
po lodówce i zaczął pakować plecak. Głęboko w kieszeni miał mały zwitek
pieniędzy i świeżą rezerwację na samolot. Tak to się wszystko zaczęło”.
Urodzony w roku 1964, wychowany w komunistycznej Polsce,
pochodzący z niezamożnej rodziny i posiadający tylko jedno płuco. Nie brzmi
zbyt imponująco, prawda? Nie pozwólmy jednak, by pozory nas zmyliły. Wojciech
Cejrowski podróżował
dotychczas po blisko sześćdziesięciu krajach, odwiedził sześć kontynentów.
Pokonał tak niedostępne tereny jak bagnistą puszczę Darien, na granicy Kolumbii
i Panamy i dotarł do osad plemienia Wai Wai na pograniczu Gujany i Brazylii.
Jest podróżnikiem, fotografem, dziennikarzem, satyrykiem, autorem książek i
publikacji oraz socjologiem. Od dziecka marzył o dalekich podróżach i
poznawaniu świata. Innymi słowy, Cejrowski nie jest człowiekiem, który zmarnował
życie gdybając i tonąc w otchłani żalu, z powodu niewykorzystanych okazji,
braku środków, zdolności, itp. Cejrowskiego można określić mianem człowieka,
który stworzył sobie sprzyjające okoliczności, nie bał się marzyć i podążać za
głosem serca. Człowieka, który odniósł sukces.
W jednej ze swoich książek Cejrowski wyjawia,
że jego fantazje związane z dalekimi podróżami nie zostały zlekceważone lub
wyśmiane w młodym wieku, jak to się, niestety, często zdarza. Na jego drodze
znalazła się Babcia Władysława, z którą potrafił spędzać całe godziny, bawiąc
się w „safari” i zdradzając jej najskrytsze pragnienia. „Nigdy nie prychnęła lekceważeniem, gdy jako dziecko
snułem niestworzone plany. Babcia raczej zachęcała do czegoś niestworzonego,
nieosiągalnego. Delikatnie ciągnęła za język. Prowokowała wyobraźnię do coraz
szybszej galopady”. Można śmiało nazwać ją
motorem motywacyjnym, który zmusił Wojciecha do działania i nauczył wierzyć w
niemożliwe.
Wbrew temu co Cejrowski mówi o sobie, na
pewno nie jest on leniem. Bardzo mu
kiedyś zależało, aby dostać stanowisko w pewnej Amerykańskiej firmie, która
wysyłała swoich pracowników do krajów latynoamerykańskich, aby robili zdjęcia
odległych archeologicznych placówek lub indiańskich plemion. Zdawał sobie jednak
sprawę, z iloma ochotnikami będzie rywalizować o taką pozycję. Musiał się wybić
z tłumu, wykazać się w jakiś sposób. Wybrał skuteczną, aczkolwiek dość
ryzykowną strategię: jeździł tam, dokąd nikt nie chciał jechać. Kiedy w
Salwadorze trwała wojna, Cejrowski wybrał się tam, aby fotografować ruiny. Nie
minęło wiele czasu po trzęsieniu ziemi w Meksyku, a on już tam był. Nie żałował
wakacji, które często spędzał zarabiając na podróże. Przeciwnie. Jest bardzo
wdzięczny rodzicom, którzy zachęcili go, aby już od szesnastego roku życia
zaczął zarabiać na siebie i stał się bardziej samodzielny. Na Boże Narodzenie
wiązał ludziom choinki sznurkiem na bazarze, zbierał szkło, handlował
(nielegalnie) dolarami, pracował na czarno za granicą, organizował dyskoteki,
filmował wesela i komunie. Słowem, żadnej pracy się nie bał. Wyruszanie
samodzielnie, bez sponsorów, bez pożyczek, na drugi koniec świata, Cejrowski
zawdzięcza wyłącznie sobie samemu i
swojej ciężkiej pracy.
Czy
podróżowanie można ćwiczyć? Czy można stać się w tym dobrym? Wychodzi na to, że
tak! WC wzorował się szkoleniami, które przechodzili żołnierze amerykańskich
jednostek specjalnych. Byli oni zrzucani pojedynczo w nieznanym miejscu, bez
dokumentów, pieniędzy, jedzenia, mapy, środków łączności, słowem, bez czegokolwiek
poza tym co mieli na sobie i wojskowym nożem. Postawione przed nimi zadanie
brzmiało następująco: nie wolno wam dać się złapać w obcym kraju i, mimo braku
pieniędzy, macie bezpiecznie wrócić do domu. Wiele razy Cejrowski wyjeżdżał z
Polski Ludowej bez grosza, mając przy sobie zaledwie pięć kilogramów rzeczy
osobistych, i w ten sposób spędzał kilka
miesięcy w egzotycznym kraju. Był to rodzaj wyzwania, które sam sobie stawiał.
Podróżując, Cejrowski
często napotyka na swojej drodze przeszkody, które wydają się nie do pokonania,
i przeżywa rzeczy, po których większość ludzi nie wyjechałaby już nigdy
dobrowolnie za granicę. Samo dotarcie do wioski Indian wymaga nie lada samozaparcia;
„Najpierw dwa tygodnie łodzią w górę
jakiejś małej rzeki, a następnie kilka dni piechotą. Trzeba mieć indiańskiego
przewodnika, który zna kilka indiańskich języków, umie polować i ma u swoich
pobratymców na tyle duży autorytet, by wprowadzić mnie bezpiecznie do wioski, a
potem... bezpiecznie wyprowadzić”. Branża (jeżeli można to tak nazwać), w
której obraca się Cejrowski wymaga ogromnej motywacji, cierpliwości i
wytrwałości psychicznej. Cejrowski nie omieszkał przyznać, że jemu, wytrawnemu,
doświadczonemu podróżnikowi z dwudziestoma trzema latami treningu, udaje się
tylko jedna wyprawa na trzy, cztery... Cechuje go również nieustępliwość i
niezłomna wiara, że wszystko jakoś się ułoży. Wyśmienitym przykładem jest
bardzo niebezpieczna sytuacja, w której znalazł się pewnego razu w Gwatemali.
Niechcący natknął się na wioskę, którą właśnie zaatakowała i przejęła
bezwzględna guerrilla. Zanim się
zorientował co się dzieje, klęczał już na ziemi z lufą karabinu wbijającą mu się w szyję. Myślał, że
już po nim. Pewna śmierć. Cudem, bo inaczej nie można tego nazwać, udało mu się
jednak wyjść z tej sytuacji bez szwanku. W dzikim sercu amazońskich lasów, na
pustyniach, Cejrowski spojrzał śmierci w oczy wiele razy, ale te przeżycia nie wydają
się zniechęcać lub ograniczać go. Wręcz przeciwnie.
Podróżnik WC podarował ludziom
bardzo wiele. Poprzez dzielenie się swoimi niesamowitymi opowieściami,
pokazując świat z zupełnie innej, nieznanej nam perspektywy, zapoznając nas z
obyczajami wyginających plemion i urzekając egzotycznymi zdjęciami.
Niecodziennym przykładem służby społeczeństwu niesionej przez Cejrowskiego jest
jego pierwsza wyprawa do Meksyku. Dotarł na miejsce bez pieniędzy i znajomości.
Pierwszą noc spędził w ‘noclegowni’, gdzie znalazł podobnych do siebie bezdomnych
przybyszów. Wzbudził zainteresowanie,
będąc jedynym białym i zrobił z tego użytek; opowiadając im o świecie, o
Polsce, wzbudził w nich szacunek i zaufanie, do tego stopnia, że następnego
dnia pomogli mu znaleźć pracę. Zapoznali go z wieloma niezbędnymi informacjami,
które pozwoliły mu przeżyć i zarobić z napiwków tyle pieniędzy, że po tygodniu
mógł wyruszyć w dalszą drogę. Innym
razem, jadąc autostopem przez wiejską okolicę w Ameryce Łacińskiej, zauważył
rodzinę ręcznie siejącą kukurydzę. Bardzo go ten widok poruszył, do tego
stopnia, że bez namysłu wysiadł z samochodu, podszedł do rodziny i zaczął siać
razem z nimi. Pozostał tam przez kilka dni, sypiał w ich chacie, spożywał rano
z rodziną skromne śniadanie, po czym wyruszał do pracy na polu. Cejrowski nie
wyjawia czytelnikom, co go skłoniło do takiego spontanicznego zachowania, czym
był wiedziony, ale wyraźnie podkreśla uczucia szczęścia i wolności, które
towarzyszyły temu wydarzeniu.
Podróżowanie po
egzotycznych krajach z niewielkim bagażem, bez kontaktu ze światem zewnętrznym
i minimalną ilością jedzenia wymaga nie lada pomysłowości. Również łatwość dostosowania
się do zmiennych okoliczności jest konieczna. Podczas pertraktacji z Indianami,
Cejorwski często musiał wykazywać się umiejętnością błyskawicznej improwizacji.
Gdy przebywał w dżungli, w górach Santa Maria, tamtejsi Indianie byli dość
nieufni względem niego i nie pozwalali mu wejść do wioski. Jednak pewnego razu
zwrócili się do niego z prośbą, aby uleczył niemowlę, którego nawet ich szaman
nie umiał wyleczyć. Wojciech Cejrowski nie miał pojęcia na co maleństwo było
chore, ale nie dał tego po sobie poznać. To mogła być jego jedyna szansa, by
zdobyć ich zaufanie! Najpierw w przesadnie dziwny sposób oglądał dziecko,
posuwając się do takich idiotyzmów jak podświetlanie latarką małżowin usznych.
Doszedł do wniosku, że dziecko jest pewnie lekko niedożywione. Postanowił podać mu wapno, które
nie miało prawa zaszkodzić.
Okoliczności bardzo mu
sprzyjały, była ciemna, bezksiężycowa noc, chmury pokrywały całe niebo. Wziął
do ręki jaskrawo-pomarańczowy plastikowy kubeczek i zaczerpnął nim trochę
ciepłej wody z kociołka. Następnie włączył swoją wojskową latarkę o niezwykle
silnym promieniu i podświetlił nią od spodu kubeczek, który wnet zmienił się w
pomarańczową latarnię. Podczas wydobywania tabletki, rytmicznie szeleścił folią,
mruczał coś pod nosem, szurał lewą stopą... Stworzył niesamowitą atmosferę, pełną
napięcia i tajemnicy. Kiedy wrzucił tabletkę do wody, ta zaczęła tak syczeć i bulgotać, że
wszyscy Indianie odskoczyli i patrzyli na niego w osłupieniu i zachwycie.
Następnego dnia został bardzo gościnnie przyjęty w wiosce przez nieprzyjaznych
mu dotąd Indian. A potrzebna była mu tylko jedna nieprzespana noc, jedna
tabletka wapna i odrobina twórczej inwencji. W ‘Podróżniku WC’ Cejrowski
zdradza, jakie są podstawy podróżowania; „Uśmiechami
załatwisz transport i noclegi. Pomysłowość skutecznie zastąpi pieniądze”.
Sukces to moim zdaniem pojęcie bardzo subiektywne. Dla jednej
osoby może to być opublikowanie książki, dla innej wynalezienie czegoś nowego.
Jeszcze inni, z kolei, mogą nazwać sukcesem
całe swoje życie, ponieważ we wszystkim co robili, spełniali swoje marzenia.
Myślę, że Wojciech Cejrowski jest jedną z tych osób, które nie zadowolą się
robieniem tylko jednej rzeczy. Ich szczęście rodzi się z robienia różnych
rzeczy, spełniania się w wielu dziedzinach.
Biorąc to pod uwagę, trudno osądzać stopień, w jakim skoncentrował całą
swoją uwagę na dążeniu do celu. „(…)
Przez 100 dni w roku pracowałem w Szwecji w stajni, między innymi przy gnoju.
Zarobione pieniądze wystarczały na 100 dni włóczęgi po Ameryce Łacińskiej. A
pozostałe 165 było na studia”. Na wszystko znalazł się czas.
Cejrowski z pewnością nie
zdobyłby się na wyjechanie dokądkolwiek, gdyby nie głęboko zakorzenione
zamiłowanie do podróży, poznawania nowych ludzi, obyczajów i… zacięta nienawiść
do zimy. Każdy odkrywa swoje szczęście na inny sposób, w innych
okolicznościach. Na inny sposób interpretuje słowo sukces. „Byłem szczęśliwy.
Bez grosza, bez planów; wolny i szczęśliwy”, mówi Cejrowski, wspominając
jedną ze swoich podróży. Cejrowskim niezaprzeczalnie kieruje głos serca, a nie
żądza pieniędzy. „Fotografuję (...) dla
własnej frajdy - takie hobby, a potem okazuje się, że kupują ode mnie te
zdjęcia. Z pisaniem jest podobnie - pisze bo lubię - taka prywatna pasja, a
potem mnie drukują”. Takie wyznanie skłania czytelnika do zastanowienia
się, czy sławne osoby często przyznają, że w gruncie rzeczy zależy im tylko na
robieniu tego co kochają, a pieniądze są sprawą drugorzędną...? WC zakochał się
w Ameryce Łacińskiej do tego stopnia, że planuje zbudować statek mieszkalny,
czyli pływający dom jednorodzinny, w którym zamieszka na Amazonce. Nikt nie ma
wątpliwości, że człowiek o takim usposobieniu i zaciętości jak Wojciech
Cejrowski dopnie swego i spełni swoje kolejne marzenie. Odniesie sukces.
Sunday, 27 October 2013
Prace pisemne - zasady
Prace pisemne na
warsztaty dwujęzyczne – proste zasady, które ułatwią nam życie:
KLUCZOWE ZASADY
• przemyśl temat, skup się, zrób notatki
•
pytaj,
jeśli nie rozumiesz tematu
• pisz twórczo, z wyobraźnią, od serca
• pisz dla siebie, nie dla mnie
• przeczytaj pracę na głos i popraw błędy
•
używaj
polskich znaków
•
wyjustuj
tekst
•
oddaj
pracę na czas
• praca nie może mieć mniej niż 400 słów
• oszczędź mi usprawiedliwień – kto nie chce czegoś zrobić,
zawsze znajdzie usprawiedliwienie
• Przeczytaj uważnie temat zwracając uwagę, co jest w nim
istotne, jak należy go rozumieć i w jakiej formie przedstawić. Podkreśl
słowa-klucze. Możesz zrobić mapę myśli – czasem forma graficzna bardzo ułatwia
zrozumienie zagadnienia i uporządkowanie myśli.
• Jeśli nie rozumiesz tematu (wydaje Ci się niejasny), poproś
mnie o dodatkowe wyjaśnienia.
STRATEGIA
• Staraj się rozłożyć pisanie wypracowania chociaż na dwa etapy.
•
Najpierw zastanów się, co chciałbyś/-abyś
napisać i zanotuj swe 'luźne' myśli i rożne uwagi w brudnopisie. Przygotuj
ewentualne materiały, cytaty i słowniki.
• Wróć do tego, co napisałeś/-aś na drugi dzień (lub po
kilku godzinach tego samego dnia), starając się wszystko uporządkować.
PLAN
• Dobrze jest stworzyć choćby kilkupunktowy plan.
• Aby praca nie była chaotyczna, niech Twój plan wyznacza
kolejność omawiania najważniejszych spraw.
• Posługując się planem, napisz pracę na brudno, trzymaj
się tematu.
KOREKTA
• Przeczytaj głośno to co napisałeś/-aś, starając się
poprawić wszelkie dostrzeżone błędy.
• Jeśli to możliwe, przeczytaj pracę komuś z dorosłych i
przemyśl ewentualne uwagi.
• Dopracuj szatę graficzną. Pamiętaj o akapitach,
zaznaczając każdą nową myśl, każdy punkt planu. Jeśli piszesz po polsku, używaj polskich znaków.
Wyjustuj tekst.
NIECH TO BĘDZIE
INTERESUJĄCE
• Lubię czytać prace, które są ciekawe, odkrywcze, od
serca! Postaraj się mnie zainteresować i przekonać do swoich racji. Jeśli
piszesz z przyjemnością, inni z przyjemnością będą to czytać.
Friday, 12 April 2013
Let's eat grandma!
A piece by Dominik inspired by this:
Let's eat grandma.
Once
upon a time, there was a family of Polers, who were, as it’s easy to work out,
polar bears. They lived on the South Pole.
One
day, they had a big supper and the whole Polers family gathered at the table.
One small polar bear from the family couldn’t speak, so he was given some paper
and a pencil, so that he could communicate with others. It was the oldest in
the family who had to start the supper – the bear’s-that-couldn’t-talk grandma.
Grandma polar bear was drinking coke when the small polar bear showed a piece
of paper saying “Let’s eat grandma”.
When the family looked at the paper, grandma got scared that the rest of the family
would eat her. The family ran towards grandma with forks and knives. The little
non-speaking bear realized what mistake he had made. He wrote “Let’s eat grandma” instead of “Let’s eat, grandma”!
Thursday, 11 April 2013
Language mishaps / Błędy językowe
Below are Tymek's reflections about our last workshop on language mistakes:
And his story inspired by the cup mistake:
Our last workshop was about
how people make mistakes in writing and translating. For example, many people
have problems with names of people and places spelling them wrong because they
write down a word that sounds familiar without making sure they got it properly.
We also learned about apostrophes, about how many kinds there are and how easy
it is to make a mistake. The lesson was quite hard but it was really interesting.
We looked at different mistakes that people have made, for example there was a
cup saying ‘For the little princess in HIS kingdom’. It was really funny
looking at the silly mistakes people make. We also talked how foolish people
are to make mistakes on something that will for example represent them or their
business, which will make their customers buy less of their product. At the
start of the lesson we did a dictation and at the end of the lesson we checked
if the lesson helped our understanding of apostrophes and other grammar rules.
The results showed that everybody did better after the lesson which proved we’ve
actually learned something :D.
![]() |
| source unknown |
Little Princess in HIS Kingdom
Once there was a princess who
lived in his kingdom, but the problem was nobody knew whose kingdom it was, it definitely
couldn’t be the princess's... or could it. The princess ordered everyone to find
him but nobody could, until one brave knight noticed that it was just a
spelling mistake in the title!!!
And the moral of this story
is that grammar can change everything.Monday, 11 March 2013
Time illustrated / Czas zilustrowany
Saturday, 9 March 2013
Common poems / Wspólne wiersze
Przepis na wspólny wiersz
· usiąść w okręgu
· wybrać temat (wystarczy jedno słowo przewodnie)
· u góry kartki papieru należy napisać dwie linijki wiersza
· zagiąć papier tak, aby widoczna była tylko druga linijka
· przekazać swoją kartkę sąsiadowi
· nawiązując do widocznego wersu należy dopisać dwie linijki wiersza
· zagiąć papier tak, aby widoczna była tylko ostatnia linijka
· przekazać kartkę sąsiadowi
Friday, 8 March 2013
Formy poezji / Forms of poetry
On the 16th of February we were exploring different forms of poetry. Concrete, visual poetry, limerics and other poetic experiments.
Na warsztatach 16
lutego zajmowaliśmy się różnymi formami poezji. Głównie poezją konkretną,
wizualną, ale również limerykami oraz innymi eksperymentami poetyckimi.
................A oto co myśli o warsztatach Tymek:
Na dzisiejszych warsztatach omawialiśmy rożne
wiersze, lecz nie takie zwykle wiersze, ale takie, o których nigdy wcześniej
nie słyszałem. Myślałem, że jest tylko jeden styl pisania wierszy, ten ‘NUDNY’,
ale nie. Są takie wiersze, które są krótkie, śmieszne i nawet czasami banalnie
głupie, czyli takie jakie lubię (chociaż nadal nie przepadam za wierszami).
Jedyny wiersz, który mi sie podobał to ten, w którym było chyba najmniej słów,
czyli „Będzie, jest, było”. Spodobał mi sie ten wiersz (to nie znaczy, że go
lubię), bo był krótki i prawdziwy i nie było nic takiego skomplikowanego.
Na warsztatach także pisaliśmy własne wiersze
stylem aabba, co oznacza, że pierwszy i drugi wers muszą się rymować, drugi i
trzeci wers też muszą mieć wspólny rym, a ostatni wers musi się rymować z
pierwszym i drugim. Taka jest budowa limeryków.
Jeszcze jeden fajny wiersz był ten, w którym
było tylko słowo czas, ale był ułożony tak, by wyglądał tak jak klepsydra.
Niestety, nadal nienawidzę wierszy i dla mnie są bez sensu, ale może kiedyś mi
sie spodobają. A, i właśnie, na początku spotkania musieliśmy przetłumaczyć
wiersz, który wcale nie był łatwy, tak samo jak znalezienie w jaki sposób
odczytać ocenzurowany wiersz Czesława Milosza, w którym sie okazało, że trzeba
go czytać od lewa do prawa, a nie w dół. Tak więc właśnie wam opowiedziałem co
działo się na naszej lekcji, w której nie brałem dużego udziału z powodu, że
nie lubię wierszy i nie znam sie na nich ani trochę.
...................
And here's Diminik's relation:
In conclusion I would
say that today’s lesson was fun. The last thing we did today was basically
going home but before that we did a lot of stuff. We were working on a quite a confusing
text that had a lot of idioms in it. It was in Polish and the title was ‘Wyrok
na Czasie’ which means ‘A Judgement on Time’. We were trying to find all the
idioms in the text. I actually have to say that if you don’t know idioms in a
specific language, it is easy to get mixed up. For example in Polish there’s an
idiom which, if it would be translated word to word, would mean ‘to kill time’
and it actually means to do something so you don’t get bored.
Earlier we had a break;
we were talking and eating biscuits. No donuts today, but still it was fun.
Before the break, Miss
Marzanna played a slideshow. It was about idioms about time, presented as
pictures. For example: time flies was illustrated as a flying bird with a clock
on its tummy. Then we got the first homework. The good thing about it was that
at least it wasn’t boring, and the bad thing was that… well… it was homework…
It was about drawing pictures of idioms about time. Earlier, we talked about
poetry for a while after watching a different slideshow on different types of
poetry. Zuzia was probably the person
who liked it the most as she is the one that likes poetry a lot… I personally
don’t think anyone else likes poetry, at least as much as Zuzia. In my opinion it
is all right but I prefer reading fantasy books like the ‘Harry Potter’ or the
‘Percy Jackson’ series. I don’t find poetry that interesting.
........................Przykłady poezji konkretnej/wizualnej / Concrete/visual poetry looks like this:
![]() |
| by Anatol Knotek |
![]() |
| by Anatol Knotek |
![]() |
| by Stanisław Dróżdż |
![]() |
| by Krzysztof Szatrawski |
Dadaizm to tworzenie poezji z przypadkowych słów powycinanych z gazet. / Dadaism looks like this:
![]() |
| by Hugo Ball |
Limeryki wyglądają tak / Limerics are little funny poems
There was an old man of Dumbree, I wersja Grzegorza Gigola: Pewien stary pan Jan z Ałma-Aty wprawiał sowy w pijaniu herbaty. "Gdy się jada wciąż myszki, można dostać skręt kiszki", mawiał do nich pan Jan z Ałma-Aty.
We also experimented with poetry and created our own limerics and even common poems. You can see them in the future posts.
Sami też
eksperymentowaliśmy. Tworzyliśmy własne limeryki, poezję gazecianą oraz wspólne
wiersze pisane trochę po omacku. Będzie je można obejrzeć w kolejnych postach.
|
Thursday, 7 March 2013
Do schools kill creativity? Czy szkoła zabija kreatywność?
Poniżej znajduje się transkrypcja oraz tłumaczenie wybranych fragmentów przemówienia.
Transcription and translation of particular fragments of the talk are available below.
........................
Now, our education system is predicated on the idea of the academic ability and there’s a reason. The whole system was invented (round the world, there were no public systems of education really, before the 19th century) they all came into being, to meet the needs of the industrialism. So the hierarchy is reasoned on two ideas.
Number one, that the most useful subjects for work are
at the top. So you have probably stayed benignly away from at school when you
were a kid, things you liked, on the ground you would never get a job doing
that. Is that right? Don’t do music, you’re not going to be a musician, don’t
do art, you won’t be an artist. Benign advice, now profoundly mistaken. The
whole world is engulfed in revolution.
And the second is academic ability, which has already
come to dominate our view of intelligence because the universities designed the
system in their image. If you think of it, the whole system of public education
around the world is a protracted process of university entrance. And the
consequence is that many highly talented, brilliant, creative people think
they’re not. Because the thing they were good at, at school wasn’t valued or was
actually stigmatized. And I think we can’t afford to go on that way.
W dzisiejszych czasach, nasz system edukacji opiera się na zdolnościach akademickich, i znany jest nam tego powód.
Cały system został wymyślony (nigdzie na świecie nie było tak naprawdę publicznych
systemów edukacji przed XIX wiekiem) powstał, żeby zaspokoić potrzeby uprzemysłowienia.
Tak więc, cała hierarchia jest zbudowana
na dwóch ideach.
Po pierwsze, przedmioty najbardziej
użyteczne w pracy są usytuowane na samej górze. Z tego powodu, będąc jeszcze w
szkole, grzecznie trzymałeś się z daleka od rzeczy, w których byłeś dobry,
uwzględniając, że nigdy nie dostaniesz pracy, w której będziesz miał możliwość
je wykorzystać. Nie mam racji? Nie wybieraj muzyki - nie będziesz muzykiem, nie
wybieraj plastyki - nie zostaniesz artystą.
To, co wtedy uważaliśmy za życzliwe rady, okazuje się dzisiaj wielkim błędem. Cały świat jest pochłonięty przez rewolucję.
Po drugie zaś, wiedza akademicka zdominowała już naszą wizję inteligencji,
ponieważ uniwersytety zaprojektowały
system zgodnie z własnym wyobrażeniem. Jeśli się nad tym zastanowić, to cały
system publicznej edukacji dookoła świata jest, rozciągniętym w czasie,
procesem dostawania się na studia. W
rezultacie, wielu bardzo utalentowanych, błyskotliwych, twórczych ludzi myśli,
że takimi nie są. Ponieważ przedmiot, z których byli dobrzy, w szkole nie był
doceniony, albo wręcz przynosił ujmę.
(translation and transcript by Agnieszka)....................
Gillian Lynn. Have you heard of her? Some have. She’s a choreographer, and everybody knows her works. She did “Cats” and “Phantom of the opera”. She’s wonderful. I used to be on the board of the royal ballet in England, as you can see... Anyway, Gillian and I had lunch one day and I said "Gillian, how'd you get to be a dancer?" And she said it was interesting because when she was at school she was hopeless and the school in the ‘30s wrote to her parents: "We think Gillian has a learning disorder." She couldn't concentrate, she was fidgeting. I think now they'd say she had ADHD. Wouldn't you? But this was the 1930s,and ADHD hadn't been invented at this point. It wasn't an available condition. People weren't aware they could have that.
Gillian Lynne. Słyszeliście o niej? Niektórzy słyszeli. Jest choreografką i
wszyscy znają jej prace. Zrobiła „Koty” i „Upiora w operze”. Jest fenomenalna. Byłem
kiedyś w komisji baletu królewskiego w Anglii, jak widać… Tak czy siak, pewnego
dnia jadłem z Gillian obiad i zapytałem „Gillian, jak zostałaś tancerką?” Powiedziała,
że to interesujące, ponieważ w szkole była beznadziejna. I szkoła w latach
trzydziestych napisała to jej rodziców, że jest podejrzenie, że Gillian ma
jakieś zaburzenia. Nie może się skoncentrować i ciągle się kręci. Myślę, że
teraz powiedzieliby, że ma ADHD, nieprawdaż? Ale to było w latach trzydziestych
i ADHD nie zostało jeszcze wynalezione w tych czasach. Nie było to dostępne
zaburzenie, więc ludzie nie wiedzieli, że mogą to mieć.
(translation and transcript by Szymon)
.......................
Anyway, she went to see this specialist. So, this oak-paneled room, and she
was there with her mother, and she was let and sat on this chair at the end. And
she sat on her hands for 20 minutes while this man talked to her mother about
all the problems Gillian was having at school. And at the end of it - because
she was disturbing people; her homework was always late; and so on, little kid
of eight - in the end, the doctor came and sat next to Gillian and said,
"Gillian, I've listened to all these things that your mother's told me,
and I need to speak to her privately." He said, "Wait here. We'll be
back; we won't be very long," and they went and left her.
Tak czy owak, poszła zobaczyć
się ze specjalistą. A zatem, pokój z dębowymi panelami… Była tam z matką i pozwolono
jej usiąść na krześle na końcu. Siedziała tak przez dwadzieścia minut z rękami
na krześle, jak ten mężczyzna rozmawiał z jej matką o wszystkich problemach
jakie Gillian miała w szkole. W końcu, ponieważ przeszkadzała innym i nigdy nie
przynosiła zadania domowego na czas (ośmioletnie dziecko) doktor podszedł do
Gillian, usiadł obok niej i powiedział:
- Ginny, wysłuchałem tych wszystkich rzeczy,
które powiedziała mi o tobie twoja matka, muszę porozmawiać z nią prywatnie.
I powiedział:
- Poczekaj tu, wrócimy, nie zajmie nam to
długo. – I poszli zostawiając ją.
(translation and transcript by Dominik)
........................
But as they went out the room, he turned on the radio that was sitting on
his desk. And when they got out the room, he said to her mother, "Just
stand and watch her." And the minute they left the room, she said, she was
on her feet, moving to the music. And they watched for a few minutes and he
turned to her mother and said, "Mrs. Lynne, Gillian isn't sick, she's a
dancer. Take her to a dance school." I said, "What happened?" She
said, "She did. I can't tell you how wonderful it was. We walked in this
room and it was full of people like me. People who couldn't sit still. People
who had to move to think." Who had to move to think. They did ballet, they
did tap, they did jazz, they did modern, they did contemporary. She was
eventually auditioned for the Royal Ballet School; she became a soloist; she
had a wonderful career at the Royal Ballet. She eventually graduated from the
Royal Ballet School and founded her own company - the Gillian Lynne Dance
Company - met Andrew Lloyd Weber. She's been responsible for some of the most
successful musical theater productions in history, she's given pleasure to
millions; and she's a multi-millionaire. Somebody else might have put her on
medication and told her to calm down.
Kiedy
wychodził z pokoju, włączył radio, które stało na biurku, i kiedy wyszedł,
powiedział do matki dziewczyny: „Niech pani po prostu stanie i się na nią
patrzy”. Moment po tym jak wyszli z pokoju dziewczyna zaczęła się ruszać w rytm
muzyki. Patrzyli przez moment, a później doktor powiedział „Pani Lynne, pani
córka nie jest chora, ona jest tancerką. Proszę ją zapisać do szkoły tanecznej”.
Zapytałem wtedy „I co się stało?”, a ona powiedziała, że nie mogę sobie
wyobrazić jak pięknie tam było. „Pełno było tam ludzi takich jak ja, ludzi,
którzy nie mogli stać w miejscu. Ludzi,
którzy musieli się ruszać, aby móc myśleć”. Ćwiczyła balet, stepowanie, jazz,
taniec współczesny. Później poszła na przesłuchanie do Królewskiej Szkoły
Baletu i została solistką i miała świetną karierę w szkole baletowej. Po
ukończeniu szkoły baletowej otworzyła własną firmę taneczną, spotkała Andrew Lloyd
Webera i była odpowiedzialna za kilka najważniejszych musicali tanecznych w
historii. Daje rozkosz milionom i jest multimilionerką. Ktoś inny mógłby jej
dać tabletki i powiedzieć żeby się uspokoiła…
(translated into Polish by Tymek)
Subscribe to:
Posts (Atom)














